Większość z nas ma silną tendencję do odpychania trudnych emocji. W rzeczywistości wielu z nas jest prawdziwymi ekspertami w nie pozwalaniu sobie na odczuwanie negatywnych emocji, takich jak smutek czy gniew. Możemy je próbować otępić, pracując zbyt ciężko, pijąc lub jedząc za dużo lub zawsze będąc czymś innym zajętym. Ale jest wiele bardzo powszechnych strategii wewnętrznych, które pomagają nam również w wypieraniu i nieczuciu. Niektóre z nich są być może nawet sprzeczne z intuicją. Uważam, że zautomatyzowane negatywne myśli i wysoce krytyczne wewnętrzne narracje odgrywają tutaj bardzo ważną rolę.
Chodzi tu o myśli, które prezentują nasi „wewnętrzni krytycy”, „sędziowie” lub nasze „superego” (do wyboru), umysł negatywny niesie za sobą wiele historii i ma ważną funkcję w naszym życiu. Jednym z nich jest zapewnienie nam bezpieczeństwa w dość pokrętny i nieoczywisty sposób. Ale są także potężnymi, tłumiącymi uczucia mechanizmami obronnymi. Klasyczne negatywne myśli, takie jak „Nie jestem wystarczająco dobry”, „Nikt mnie nie lubi”, „Jestem nieudacznikiem” lub „Jestem tak brzydki, że nikt nigdy nie będzie w stanie mnie pokochać” zwykle skutkują samo-pogardą i wstrętem do samego siebie. Ale rzadko powodują smutek. W rzeczywistości można uznać, że celowo powstrzymują smutek. Smutek jest emocją, podczas gdy pogarda i wstręt do siebie to stany mentalne, które opierają się na osądach poznawczych wytwarzanych przez nasz umysł egotyczny. I tak tkwimy w tej nieprzyjemnej strefie analitycznej, rozpamiętując te niekończące się wewnętrzne narracje.
Trudne emocje są ważną częścią tego, co sprawia, że jesteśmy ludźmi i powinniśmy nauczyć się je akceptować, a nie nieustannie próbować je tłumić i odpychać. To do czego zachęcam to po prostu do zauważenia tych nieprzyjemnych myśli, które napędzają te wszystkie niełatwe emocje, zamiast walczyć z nimi, a następnie pozwolenie im przez nas przepłynąć, tak aby odpuszczenie ich było szybkie i proste.
Akceptując nasz ból i dyskomfort oraz fakt, że są one częścią naszego czasu tutaj ziemi, ułatwiamy sobie życie i skracamy sobie okresy bycia w cierpieniu. Dodatkowy problem pojawia się, gdy próbujemy stłumić nasz ból, czujemy się winni, że w ogóle mamy lub potępiamy siebie za to albo gdy kwestionujemy, czy mamy prawo to odczuwać, czy może nasze uczucia są proporcjonalnymi reakcjami w tym miejscu. Kiedy tam się znajdziemy, nakładamy dodatkowe warstwy na nasz ból i znacznie pogarszamy nasze cierpienie i wpadamy w to destrukcyjne samo-obwinianie się, a także we wstyd i poczucie winy.
Ciągłe wyrzekanie się negatywnych uczuć przypomina trochę stanie w morzu i trzymanie piłki pod wodą przez dłuższy czas. W pewnym momencie nasze mięśnie się zmęczą, a piłka i tak wyskoczy i do tego jeszcze gwałtowniej. Co gorsza, jesteśmy tak skupieni na trzymaniu tej piłki pod wodą, że tracimy większość innych rzeczy wokół nas. Nawet nie myślimy o pływaniu, pluskaniu się lub pływaniu na plecach. Zdecydowanie lepiej zaakceptować fakt, że piłka tam jest, pozwolić jej unosić się obok nas i skupić się na wszystkich pięknych rzeczach, które możemy robić w wodzie niezależnie od faktu, że ona tam jest i może się nam wydawać, że nam przeszkadza. Aby być osobą zdolną do odczuwania prawdziwego szczęścia, wdzięczności, miłości i podekscytowania, musimy również zaakceptować, że będziemy odczuwać wszystkie ich przeciwieństwa. Nie możemy po prostu wybierać pozytywnych uczuć.
Większość negatywnych historii, które sobie opowiadamy, sprowadza się do przekonania, że w głębi duszy jesteśmy niekochani, źli lub po prostu niewystarczająco dobrzy. Zwykle myślimy, że jesteśmy głupi, przegrani, głupi, brzydcy, bezużyteczni w romansach lub społecznie nieogarnięci. Należy zacząć się uczyć zauważać i nazywać te myśli i historie, a następnie podejmować decyzję, czy są one pomocne, czy nie i po prostu delikatnie przekierowywać uwagę w inne miejsce. W ten sposób mniej skupiamy się na treści, a bardziej na formie – zachęcając nas, abyśmy nie traktowali treści opowieści naszego umysłu zbyt poważnie.
Dodałbym do tego pomysł, że wiele naszych negatywnych wewnętrznych historii w rzeczywistości służy do ochrony nas przed odczuwaniem smutku, który się pod nimi kryje. Trzymają nas w pułapce w sferze myśli — na pewno myśli negatywnej, ale jednak myśli. Kiedy myślimy na przykład „nie jestem kochany i nie mam żadnych przyjaciół”, pozostajemy uwięzieni w bezproduktywnym (i bardzo nieprzyjemnym) stanie umysłu. Ale chodzi mi właśnie o to, że jest to stan umysłu, a nie stan uczuć.
Zamiast tego wyobraź sobie następujący scenariusz. Jak byś się czuł, gdybyś zamiast potępiać się za brak przyjaciół, miał następującą myśl? „Dziś jest mi smutno, bo jestem naprawdę samotna”. Albo idąc o krok dalej: „Jestem smutny, ponieważ współczuję dziecku, którym kiedyś byłem. Nie byłem odpowiednio kochany. Relacje międzyludzkie wydawały się niebezpieczne i zmienne. Nie miałem stabilnych załączników. Dziś nadal zmagam się z nawiązywaniem znaczących kontaktów z innymi”.
Przechodząc do bardziej przejrzystego i współczującego spojrzenia na siebie, takiego, które właściwie akceptuje nasze cierpienie tu i teraz oraz uznaje źródła naszego bólu w przeszłości, możemy go czysto doświadczyć. Nurkujemy pod warstwą negatywnych myśli, aby połączyć się z bólem. A potem, we właściwym czasie, kiedy otrzymamy jego przesłanie, możemy iść dalej.





0 komentarzy